Zostałem jeszcze bardziej pobity, bo powiedziałem im, że chcę tu zostać – pushbacki Ghulama i Abdula
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 23
- Data: 07.2025
- Lokalizacja: Polska / Belarus
- Liczba osób: 12
- Kraje pochodzenia: Afganistan
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Pochodzący z Afganistanu Ghulam udzielił wywiadu o swoich doświadczeniach na polsko-białoruskiej granicy w lipcu 2025 roku. Ghulam poprosił o tłumaczenie swojego kolegę, Abdula, który również pochodzi z Afganistanu i też próbował przekroczyć polsko-białoruską granicę. Abdul w trakcie wywiadu komentował relację Ghulama opierając się na swoich własnych doświadczeniach, dlatego w wypowiedziach częściowo używa formy pierwszoosobowej, a częściowo trzecioosobowej. Refleksje Abdula są cytowane na końcu opracowania.
Jako przyczynę wyjazdu mężczyźni podają powody humanitarne i sytuację w kraju pochodzenia. Ghulam przyjechał do Białorusi około jeden rok przed udzieleniem wywiadu, a Abdul pół roku przed wywiadem. Tłumacz doświadczył w sumie 8 pushbacków, a rozmówca 15 pushbacków z Polski do Białorusi.
Wydarzenie, które opisuje w relacji Ghulam, miało miejsce w sierpniu 2024r. Rozmówca został zatrzymany przez funkcjonariuszy razem z 11 innymi osobami, został przez nich dotkliwie pobity i przewieziony do placówki, gdzie był przymuszany do podpisania dokumentów niezgodnych z jego wolą, a następnie wywieziony za zaporę na granicy z Białorusią i wypchnięty na jej wschodnią stronę.
Relacja Ghulama:
Ghulam relacjonuje, że w sierpniu 2024 roku został zatrzymany przez strażników granicznych wraz z grupą 11 osób na terenie Polski w miejscu, w którym czekał na taksówkę. Większość zatrzymanych pochodziła z Afganistanu, ale byli tam też Pakistańczycy. Rozmówca nie pamięta wielu szczegółów, ani dokładnej daty, ponieważ był ciężko ranny. Funkcjonariusze założyli zatrzymanym plastikowe kajdanki, przeszukali ich i dotkliwie pobili. Uderzali pałkami po głowach, po twarzy, po ciele, kopali. Ghulam w wyniku pobicia miał połamane żebra, a jego nos wciąż jest przemieszczony i boli. Według relacji rozmówcy inna osoba w grupie, w wyniku pobicia miała złamany kręgosłup i została wywieziona do granicy.
Jeden incydent, który nam się przydarzył, to kiedy byliśmy na postoju taksówek, czekając na taksówkę na terenie Polski. Zostaliśmy złapani przez polską straż graniczną i pobici do nieprzytomności. Zostaliśmy pobici bardzo brutalnie. Mieliśmy połamane nosy. Uderzali pałkami po głowach.”
„Bito go [Ghulama] po twarzy i złamano mu nos. Mówi, że nadal kość jego nosa nie jest prawidłowo ustawiona. Mówi, że wciąż czuje ból. Złamano mu też żebra. Został pobity, skopany, więc jego żebra zostały złamane.”
„W jego grupie inna osoba miała złamany kręgosłup. […] Został ciężko ranny, więc wywieziono go do granicy. A ci, którzy byli mniej ranni, zostali zabrani do obozów.
Według relacji Ghulama funkcjonariusze wcześniej siedzieli w zaparkowanym samochodzie i monitorowali punkt odbioru. Rozmówca opisuje ich mundury jako policyjne, podobne do tych, które ma straż graniczna. Dodaje, że nie mieli broni, tylko pałki.
Zatrzymują się na postojach taksówek, czekają na nich. Kiedy przybywają, łapią ich i biją. […] to są dodatkowe jednostki, strażnicy […] byli ubrani jak policja. Nie mają broni i tym podobnych rzeczy, ale noszą ten sam mundur. […] Mieli na sobie podobny mundur do straży granicznej, ale jedyną różnicą jest to, że nie noszą żadnej broni.
Zatrzymanych zabrano do placówki, gdzie strażnicy graniczni ponownie ich przeszukali oraz wymuszali na nich podpisanie dokumentów w obcym dla nich języku. Przetłumaczono im, że podpisem deklarują brak woli wnioskowania o ochronę międzynarodową w Polsce. Według Ghulama byli zmuszani do napisania, że podróżują do innego miejsca docelowego np. do Niemiec. Osoby, które odmawiały podpisu, były dłużej przetrzymywane na placówce.
Zmuszają ludzi do wskazania innego miejsca. Powiedział, że zostali posadzeni, zabrani do obozu i tam zmuszeni do wskazania Niemiec lub innego kraju, w którym chcieliby ubiegać się o azyl. Następnie, po napisaniu tego na kartce papieru, byli wypuszczani. W przeciwnym razie ludzi, którzy nie wpisali nazwy Niemiec lub innego kraju, ludzi, którzy ich nie słuchali, trzymali tam przez dłuższe godziny. Następnie, po napisaniu lub wskazaniu innego miejsca, wypuszczano ich z powrotem na granicę.
Ghulam spędził na placówce 3 godziny. Funkcjonariusze nie udzielili mu pomocy medycznej.
Mówi, że osoby, które odniosły poważne obrażenia, zostały zabrane do szpitali, a podczas jego pobytu w budynku nie udzielono im wsparcia medycznego.
Czasem oferowali wodę i suchary. Miejsce, w którym był przetrzymywany, opisuje jako wielki pokój, halę mieszczącą się w budynku. Większość osób przed wejściem zdejmuje obuwie, a kiedy wychodzą dostają buty i okrycia z powrotem. Przesłuchania odbywały się w osobnym pokoju albo w innym miejscu, w którym był stołek, na którym zatrzymani siadają i są przepytywani oraz fotografowani. W niektórych sytuacjach są zabierani do osobnego pomieszczenia. Strażnicy zrobili Ghulamowi zdjęcie, nie pobrali od niego odcisków palców. Zatrzymane osoby przesłuchiwali indywidualnie, nie zadawali wielu pytań, próbowali pozyskać informacje czy zatrzymani chcą jechać do Niemiec czy do innego miejsca.
Przed wypchnięciem do Białorusi funkcjonariusze podzielili zatrzymane osoby na mniejsze, trzy- i czteroosobowe grupy i rozwieźli w różne punkty przy zaporze granicznej.
Utworzyli grupy po trzech, czterech chłopaków i wypuścili ich w różnych miejscach.
Strażnicy rozcięli plastikowe kajdanki tylko częściowo, według Ghulama celowo, tak by nadal pozostały na rękach i sprawiały dyskomfort.
W niektórych przypadkach [plastikowe kajdanki] były zdejmowane, a w niektórych nie były zdejmowane do końca, tylko przecinane w połowie, tak by nadal pozostawały na rękach. Ten plastik i te kajdanki bardzo nas podrażniały, więc robili to celowo. Nie zdejmowali ich całkowicie. W niektórych przypadkach były zdejmowane do końca.
Funkcjonariusze podczas wywózki zniszczyli im też telefony i powerbanki:
zniszczyli też nasze telefony i powerbanki, kiedy nas wypychali do Białorusi
Ghulam relacjonuje, że on i jego grupa nie zostali poddani innym formom przemocy podczas wypchnięcia przez płot, dlatego że pas graniczny jest monitorowany przez kamery.
Nie byli narażeni na przemoc, ponieważ tam [na pasie granicznym] były kamery, więc nie mogą tam robić takich rzeczy.
Sposób, w jaki byli traktowani po wywózce, po białoruskiej stronie, Ghulam opisuje jako kolejną fazę cyklu. Strażnicy białoruscy ponownie biją ludzi, przetrzymują ich, a następnie wypychają ich przez zaporę graniczną na polską stronę.
Byliśmy traktowani po tej stronie tak samo, po białoruskiej stronie. Tu też jest taki sam cykl. Biją ludzi i każą im czekać dwie godziny i znów ich wypychają na drugą stronę [granicy].
Ghulam wspomina też, że innym razem doświadczył także wywózki do Białorusi, po tym jak został zatrzymany podczas podróży tuż pod Warszawą:
On podróżował w kierunku Warszawy. I był niedaleko Warszawy, prawie 15 minut od Warszawy, kiedy został złapany. I został odesłany do granicy białoruskiej.
Ghulam mówi też o osobach, które w dniu trwania rozmowy znajdowały się między słupami granicznymi 372 – 385 oraz o swoich znajomych w bardzo złym stanie zdrowia, z którymi jest w kontakcie. Jeden z nich ma złamany kręgosłup, drugi połamane nogi. Wspomina też o 12 osobach z Afganistanu, które zmarły w ostatnich miesiącach. Twierdzi, że większość z tych śmierci nie była zgłaszana, jednak nie przekazał więcej szczegółowych informacji, które mogłyby pomóc zweryfikować te doniesienia.
Ludzie są tam nadal, do dziś, teraz, kiedy o tym rozmawiamy, ludzie są nadal tam łapani. Pomiędzy punktami od 372 a 385 są nadal ludzie w bardzo złej sytuacji. Są tam wyłapywani i są tam m.in.
Afrykanie, Pakistańczycy, Afgańczycy. I dwóch z nich jest w kontakcie z nim [z Ghulamem], jego znajomi. Są w bardzo złej sytuacji. Jeden z nich ma złamane nogi, a drugi ma złamany kręgosłup.”
„W ostatnich miesiącach też były odnotowane zgony, np. wiemy, że zmarło tam 12 Afgańczyków. Oni tam zmarli, a są też inni też, ale nie wiemy nic o nich, o Afrykanach, Pakistańczykach. […] Tak jak wspomniałem, trzy dni temu jeden z nich stracił życie. On mówi, że większość z nich nie została zgłoszona […]
Refleksje Abdula:
Abdul wspomina o swoich doświadczeniach nawiązując do relacji Ghulama, nie przedstawia jednej, chronologicznej historii. Doświadczył przemocy, nie uwzględniono jego próśb o azyl, do tej pory odczuwa ból po tym, jak funkcjonariusze uderzali go w głowę:
Zostałem uderzony w głowę i są skutki tego pobicia. Zdaję sobie z tego sprawę, kiedy pochylam głowę, czuję ból, więc niektóre skutki nadal są odczuwalne. Następnie zostaliśmy wypchnięci na teren Białorusi i tam nas bito i wypchnięto z powrotem do polskiej granicy, na teren Polski. I to trwało przez dłuższy czas. W nocy nas tam odstawiali, łapali nas i odsyłali z powrotem do Białorusi.
Kiedy Abdul powiedział funkcjonariuszom podczas zatrzymania, że chce się ubiegać o azyl w Polsce i ma do tego prawo, został pobity jeszcze bardziej dotkliwie:
Z mojego własnego doświadczenia, nawet im powiedziałem, że to moje prawo. Powiedziałem im, że przekroczyłem granicę i jestem na Waszym terenie i mam prawo ubiegać się o azyl, ze względu na konwencję, […] którą podpisaliście, więc w moim przypadku pobili mnie jeszcze bardziej. W moim przypadku, zostałem jeszcze bardziej pobity, bo powiedziałem im, że chcę tu zostać i mam prawo ubiegać się tu o azyl. I wtedy oni zaczęli mnie bić na ślepo.
Abdul podkreśla kilkukrotnie, że jego prawo do ubiegania się o azyl powinno być respektowane:
To co chciałbym zaznaczyć, to że oni powinni przyznawać uchodźcom prawo do ubiegania się o azyl na terenie Polski, ponieważ to jest nasze prawo. I kiedy przekraczamy [granicę], to staje się naszym prawem. To nie tak, że przekraczamy ją nielegalnie. Kiedy już znajdujemy się na tym terenie, to jest legalne, ponieważ wy sami, polski rząd daje nam takie prawo. Kiedy stawiamy stopę na tym terenie, stajemy się legalnie uchodźcami. Mamy prawo ubiegać się o azyl, więc oni nam tego prawa odmawiają, więc to jest nielegalne z ich strony, a nie z naszej strony, ponieważ my, kiedy tam docieramy, to nasza podróż jest skończona, nie jesteśmy już nielegalnie. Chcemy ubiegać się o azyl, więc to jest nasze legalne prawo i chcemy, żeby oni to nam to prawo do ubiegania się o azyl uznawali, kiedy stawiamy stopę na polskim terenie.
Twierdzi, że straż graniczna intencjonalnie wypycha osoby w drodze w punktach oddalonych od miejsca, w którym wcześniej przekraczały granicę. Ma to na celu utrudnienie powrotu do białoruskiego obozu lub miejscowości w Białorusi, w której mogą znaleźć lub mają schronienie. W ten sposób polscy funkcjonariusze zmuszają osoby pozbawione przez nich telefonów (służących jako narzędzie do nawigacji) i innych rzeczy osobistych do długich, wielogodzinnych lub wielodniowych przepraw:
Było ich trzech, podzielili ich na grupy po trzech lub czterech chłopaków i wypuszczali ich w różnych punktach. I nie zapominajmy, że robili to celowo, jakby chcieli, żebyśmy cierpieli jeszcze bardziej, więc wypuszczali nas w różnych punktach i daleko od naszych obozów, jak obóz, który jest na terenie Białorusi, który jest naszym miejscem docelowym, kiedy wracamy, więc wypuszczają nas bardzo daleko od niego i musimy iść godzinami, a nawet dniami, bo nie mamy telefonów i rzeczy. Nie wiemy w jakim kierunku iść. Nie mamy GPS’a ani rzeczy ani jedzenia też, więc idziemy i były dni, że jedliśmy trawę, żeby przetrwać, więc robią to celowo. Wiedzą, że powinni nas wypuścić, ale celowo wypuszczają nas bardzo daleko, w środku niczego, więc musimy iść dniami lub godzinami, żeby znaleźć drogę powrotną.
Według Abdula większość osób w drodze pytana przez wolontariuszx podczas interwencji humanitarnych o przyczynę obrażeń, boi się powiedzieć prawdę o doświadczeniach przemocy na granicy. Wolą powiedzieć, że spadły z zapory, z drabiny, zamiast potwierdzić, że zostały pobite. Abdul wie, że być może mówienie o tym przyniesie owoce w przyszłości, ale podkreśla, że zmiany potrzebne są już teraz ze względu na osoby, które są na granicy teraz i niezwłocznie potrzebują respektowania ich praw. Historie z granicy są do siebie podobne, a problemy są takie same dla wszystkich. Wspomina o ludziach, którzy utknęli na granicy, są poszukiwani, mówi o 12 osobach, które straciły życie w ostatnich miesiącach:
Większość z nich się boi. Większość z nich się boi, większość z nich nie chce, bo tak jak mówisz, nasza rozmowa przyniesie owoce w przyszłości, i jak powiedziałem, większość z nas chce rozwiązania na teraz, bo właśnie teraz jesteśmy uwikłani w ten problem. Nie obchodzi nas to, nie wiemy nawet teraz czy jest dla nas jakaś przyszłość, bo jak wspomniałem już 12 ludzi, w ostatnich dwóch miesiącach, straciło życie i większość z nich jest kalekami, ich ręce są połamane, ich stopy są połamane, wrócili do swoich krajów.
„Przypuszczam, że kiedy przyjdzie sprawiedliwość, będzie już za późno dla większości z nas, więc tak, to ważne [dać świadectwo]. Wiem, że prawdy nigdy nie da się ukryć. Ona pewnego dnia wyjdzie na jaw, więc ja wiem to, ale my chcemy czegoś na chwilę obecną.