Zobaczyłem tam prawdziwe piekło na ziemi – pushback Kebede
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 8
- Lokalizacja: 52.3642000 23.2486222
- Liczba osób: 9
- Kraje pochodzenia: Kurdystan, Irak, Pakistan
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
18-letni Haval pochodzący z Kurdystanu przyleciał do Gruzji w październiku 2024 po otrzymaniu wizy, a następnie autobusem udał się do Moskwy. Stamtąd wyjechał w sposób nieuregulowany do Białorusi, gdzie spędził nieco ponad dwadzieścia dni, zanim podjął pierwszą próbę przekroczenia granicy polsko-białoruskiej.
W momencie udzielanego w kwietniu 2025 wywiadu Haval relacjonuje, że próbował przekroczyć granicę dziewięć razy, z czego udało mu się osiem. Raz nie udało mu się przejść przez granicę, osiem razy był zatrzymywany przez polskie służby i wywożony do Białorusi. Przynajmniej raz został też wywieziony z Litwy do Białorusi. Opisywane w relacji zdarzenia miały miejsce około miesiąc przed wywiadem (Haval nie pamięta dokładnej daty). Haval szczegółowo relacjonuje przedostatni pushback z Polski do Białorusi:
Oczywiście na siłę pushbackowali, przewracali nas, mimo tego, że każdym razem jak złapali nas, prosiliśmy o pomoc, o ochronę międzynarodową […] ale oni się śmiali, żartowali sobie.
Haval przekroczył granicę przeprawiając się przez Bug. Wyruszył z okolic Brześcia w grupie dziewięciu osób: 8 Kurdów z Iraku w wieku od 18 do 21 lat oraz przewodnika z Pakistanu. Jeden z mężczyzn miał problemy zdrowotne w związku z wypadkiem samochodowym w kraju pochodzenia. Przeprawili się przez Bug przy pomocy pontonu około godziny 22. Jednocześnie rzekę przekraczała druga grupa sześciu osób z Afganistanu wraz z innym przewodnikiem. Po przepłynięciu rzeki grupy rozdzieliły się. Haval relacjonuje, że po około pół godzinie usłyszał, że grupa Afgańczyków została zatrzymana. Po około dwóch godzinach jeden z mężczyzn z grupy Kurdów skręcił kostkę i nie mógł iść dalej. Zostało z nim dwóch mężczyzn z tej samej grupy. Nie wzywali pomocy, ponieważ bali się włączyć telefonów.
W ogóle nie dał rady [samodzielnie iść] mimo tego, że na przykład my chcieliśmy go trzymać, nosić, ale mimo tego on krzyczał, że bardzo go boli stopa, nogi.
Pozostałych pięciu mężczyzn szło aż do godziny 15:00 kolejnego dnia, robiąc tylko krótkie przerwy. Dotarli wtedy do punktu odbioru, w którym czekał na nich samochód. Po przejechaniu około kilometra zostali zatrzymani przez dwóch funkcjonariuszy w pojeździe cywilnym oraz w cywilnych ubraniach. Haval i jego towarzysze oraz kierowca zostali wyciągnięci z samochodu, a następnie bici i kopani przez około pół godziny. Jedna z osób w drodze oraz kierowca zostali pobici szczególnie dotkliwie.
– Wyciągnęli was z samochodu i kazali wam się położyć na ziemi?
– Tak, tak. Nawet jeżeli byś odmówił, no to wtedy oni cię bili i tak na siłę po prostu.
– Czy możesz opisać w jaki sposób was bili? Czy używali jakichś narzędzi?
– Po prostu nie mieli żadnej broni, nie wiem czy [niezrozumiałe] czy inne. Ale jak bili, no to używali rąk, nóg, i tak dalej.Był z nami też jeden młody chłopak, on nie wiem, nie rozumiał albo coś, po prostu ciągle tak… Zatrzymali go [niezrozumiałe] i przenosili i na ziemię, przenosili i na ziemię. I tam stali na jego plecach. On już miał po prostu zranione łokcie, rękę i tak dalej. Ale on po tym biciu to wrócił [przyp. – do Iraku], bo bardzo się bał już, był przestraszony
Po przeniesieniu nas na posterunek to już nie wiem, ale strasznie go [kierowcę] bili. Bardzo mocno. Aż tak, że już nie miał siły chodzić. […] I jeszcze nie przyjechały samochody wojskowe i wtedy go strasznie bili.
Następnie na miejsce przyjechało jeszcze dwóch funkcjonariuszy kolejnym pojazdem. Podjechał również samochód Straży Granicznej (Haval przywołuje napis „Polish border” na karoserii samochodu oraz niebieskie światła policyjne). W środku siedzieli trzej funkcjonariusze w mundurach. Siedmiu mężczyzn zostało następnie zabranych do placówki. Haval nie pamiętał, ile dokładnie trwała podróż – oszacował ją na 15-20 minut. Przed placówką mężczyźni zostali przeszukani. W placówce funkcjonariusze przeklinali i krzyczeli, a brak przemocy fizycznej Haval wiązał z obecnością kamer:
Ale to miejsce było wielkie – w sensie, wojska – bardzo tam było dużo placówki i cały teren to było takie wojskowe, wielkie. […] Jak już dotrzemy do posterunku albo ich punktu, to tam wszędzie są kamery, od głównej bramy aż idzie drzwi i tak dalej w środku, i dlatego tam nie biją cię, ale przeklinają, krzyczą i tak dalej. Ale przed jeszcze posterunkiem przeszukali nas.
W pokoju, w którym zostali zamknięci Haval i jego towarzysze, przebywali już zatrzymani wcześniej trzej Kurdowie, którzy odłączyli się od grupy po przejściu przez granicę. Podczas pobytu na placówce mężczyźni dostali po małej butelce wody oraz herbatniku. Po prośbie o większą ilość wody, otrzymali po kolejnej butelce. Dwie osoby bez skutku prosiły również o pomoc medyczną, jednak nie otrzymały żadnej reakcji ze strony funkcjonariuszy.
Haval zgłasza, że został zastraszony przez funkcjonariuszy i zmuszony do podpisania dokumentów w języku kurdyjskim. Funkcjonariusze informowali Havala, w jaki sposób powinien wypełnić dokument. Jego elementem był formularz, który należało uzupełnić zaznaczając odpowiedzi “tak” lub “nie”. Funkcjonariusze kazali Havalowi zaznaczać wszędzie “tak”.
[…] tam było napisane tak i nie, i oni zawsze kazali zaznaczać miejsca tak, a potem na dole podpisać.Haval relacjonuje, że funkcjonariusze grozili mu deportacją do Iraku albo wywózką do Białorusi, jeżeli nie podpisze dokumentów:
Straszą nas, że my w takim razie zostaniecie dłużej tutaj, albo deportujemy was bezpośrednio do Iraku albo od razu zaraz już wracacie na Białoruś, i to tak.
Podczas pobytu na placówce Haval był pytany o cel podróży. Podczas opisywanego pushbacku powiedział że chce dotrzeć do Wielkiej Brytanii. Przy wcześniejszych zatrzymaniach odpowiadał polskim służbom, że chciałby zostać w Polsce. Jednak funkcjonariusze, obiecując mu pomoc, manipulowali go do wskazania innych krajów, jak Niemcy albo Wielka Brytania. Ostatecznie Haval komentuje, że według jego doświadczenia nie ma znaczenia co wskaże się jako cel podróży, w jaki sposób uzupełni się dokumenty i czy się je podpisze, czy nie. Rezultat jest zawsze ten sam – pushback do Białorusi.
[…] musieliśmy podpisać co w kurdyjskim było pisane, że my wam pomożemy, tylko wy musicie pisać, że chcecie do Niemiec, do Wielkiej Brytanii, my w tym pomagamy, ale jednak to nie było to. […] To nie ma znaczenia czy spytają czy gdzie i jak odpowiadasz, bo to już nie ma znaczenia. A ta deklaracja, co ci dają, to jest różna – raz po kurdyjsku, raz po arabsku, raz po polsku, i tak podpiszesz i to samo. I tak cię pushbackują.
Mężczyźni spędzili czas w placówce aż do kolejnego wieczoru, kiedy zostali zabrani na granicę dwoma oddzielnymi vanami – w jednym były trzy osoby, a w drugim pięć, łącznie z Havalem oraz przewodnikiem. Pushback miał miejsce przy słupie granicznym 251 – na wysokości miejscowości Tokary.
Według relacji Havala, po pushbacku grupa została zatrzymana przez białoruskie służby i zmuszona do przejścia z powrotem do Polski. Następnie Haval został ponownie zatrzymany przez polskie służby i wypchnięty do Białorusi. Nie przedstawia jednak szczegółowej relacji z tego zdarzenia.
Pushbackowali nas na drugą stronę, a tam też był SG [Straż Graniczna] białoruski. Widzieli nas, że polski SG pushbackuje. Po chwili oni też traktowali tak jak zawsze, ale ponownie ze strony SG białoruski jak piłkę wyrzucili nas na drugą stronę granicy, w sensie stronę Polski, ale i tak też to już żołnierze tam czekali na drugiej stronie. Ponownie zabrali nas, zatrzymali nas. [Tym razem] byliśmy więcej niż 6 osób, kilkanaście osób byliśmy. Między innymi o różnych narodowościach, Afgany i tak dalej. I tym razem w ogóle 19 osób wsadzili w mały mini van, żeby ponownie pushbackować.