Zobaczyłem tam prawdziwe piekło na ziemi – pushback Kebede
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 1
- Data: 06.2025
- Lokalizacja: Nieznana
- Liczba osób: 2
- Kraje pochodzenia: Etiopia
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Kebede pochodzi z Etiopii. Wyjechał z kraju, ponieważ został oskarżony o wspieranie opozycyjnej wobec rządu organizacji. Część jego rodziny została zamordowana z tego samego powodu. Kebede doświadczył jednego pushbacku, o którym opowiada w wywiadzie.
Wielu członków mojej rodziny zostało zamordowanych, ponieważ oskarżono ich o wspieranie grupy rebelianckiej Fano, która walczy z rządem. Mnie również oskarżono o udzielanie pomocy i wsparcia tej grupie, a wielu członków mojej rodziny zostało zabitych. To dlatego uciekłem i przedostałem się przez Białoruś, aby dotrzeć tutaj.
Kebede przekroczył polsko-białoruską zaporę graniczną 3 czerwca 2025 roku około północy razem z ośmioma mężczyznami, w tym czterema innymi Etiopczykami. Według jego relacji miało to miejsce najprawdopodobniej w okolicach Grodna. Podczas skoku z muru mężczyzna doznał urazu nóg oraz bioder. Kilka mężczyzn z grupy również doznało urazów, w tym jeden podobnie poważnych.
Zanim skoczyliśmy było tam wiele osób, które również zamierzały skoczyć. Były zasieki z drutu kolczastego, których nie chciałem dotykać. Ktoś mnie popchnął — nieumyślnie, ponieważ inni również próbowali przejść. I gdy mnie popchnął, złamałem nogi i kostki, doznałem też urazu bioder. Leżałem na ziemi, czując silny ból.
Niedługo później na miejscu pojawili się polscy funkcjonariusze, którzy zatrzymali Kebede i jego towarzyszy. Kebede relacjonuje, że skuli go kajdankami i spryskali gazem pieprzowym. Osoby przeszukano, a Kebede zabrano telefon, powerbank, dokumenty oraz buty. Funkcjonariusze zignorowali jego prośby o pomoc medyczną. Następnie wepchnęli go do samochodu i wraz z drugim rannym Etiopczykiem oraz czterema innymi osobami i przewieźli na placówkę. Od początku zatrzymania osobom w drodze towarzyszyły im szyderstwa i dowcipy ze strony służb. Jazda samochodem trwała około godziny.
Miałem złamane kostki i biodra i leżałem na ziemi. Czułem silny ból, a polscy strażnicy graniczni przyszli i spryskali mi oczy gazem pieprzowym, zakuli mnie w kajdanki. Nie mogłem chodzić, więc ciągnęli mnie po ziemi aż do samochodu […].
Na placówce Kebede, pomimo ciężkich urazów, nie otrzymał żadnej pomocy medycznej. Funkcjonariusze naśmiewali się z jego cierpienia. Mężczyzna nie dostał nic do jedzenia, a czekoladę, którą miał ze sobą odebrano mu i rozdano innym zatrzymanym. Spał na podłodze w jednej sali z innymi osobami w drodze. Kebede nie był w stanie chodzić przez urazy obu nóg, więc funkcjonariusze ciągnęli go siłą.
Doświadczyłem tu wielu niesprawiedliwości. Zobaczyłem tam prawdziwe piekło na ziemi. Ponieważ byłem chory, miałem złamane kostki, połamane biodra i potrzebowałem pomocy. Nie dali mi nawet apteczki. Jak mogli nie dać mi nawet apteczki? […] I żeby przetransportować mnie z miejsca na miejsce ciągnęli mnie. Po prostu mnie ciągnęli. To nie było w porządku. Myślałem, że postąpią właściwie, ale ostatecznie tak się nie stało.
W tamtym momencie nie przesłuchali mnie ani ze mną nie rozmawiali. Po prostu ze mnie kpili. Podchodzili, przyglądali się moim złamanym kostkom i biodrom, śmiejąc się. Mówili: “Jestem lekarzem, pomogę ci”, a następnie: “Nie potrzebujesz lekarza, ja pomogę ci wyzdrowieć”. Przedrzeźniali moje wycie i jęki z bólu. Wyśmiewali się z tego. Nie było mowy o zwykłej rozmowie, zapytaniu mnie o to, jaki mam problem i czego szukam.
Zapytany o to, czy prosił funkcjonariuszy o ochronę międzynarodową, Kebede odpowiedział:
Nie było o tym mowy. Jak w ogóle miałem ich o cokolwiek zapytać, gdy mnie wyśmiewali? Nie traktowali mnie nawet jak człowieka. Nie mogłem nawet dojść do etapu zadania pytania, ponieważ jedynie ze mnie szydzili.
Po około półtorej doby, funkcjonariusze rozdzielili osoby na mniejsze grupy i przenieśli do samochodu Kebede wraz z jego rannym towarzyszem, a następnie również cztery inne osoby w drodze, które przebywały na placówce. Kebede zaznacza, że przenoszenie sprawiło mu ból. Ponieważ nie mógł siedzieć, podczas jazdy leżał na podłodze samochodu. Następnie funkcjonariusze odwieźli ich pod zaporę graniczną.
Mężczyźni zostali wypchnięci przez bramkę w murze około godzin 17:00. Nie oddano im odebranych wcześniej rzeczy osobistych. Czterech funkcjonariuszy w wojskowych mundurach kazało osobom z grupy przenieść przez granicę Kebede i jego towarzysza. Według relacji Kebede funkcjonariusze widzieli, że ranni mężczyźni zostali zostawieni na ziemi i pomimo tego zamknęli za nimi bramkę. Zostawieni przez resztę grupy, Kebede i jego towarzysz spali później pod zaporą graniczną w miejscu zdarzenia.
Kiedy zabrali nas na granicę, była tam taka jakby bramka. Otworzyli tę bramkę i powiedziałem im – leżałem wtedy na podłodze – “Zabijcie mnie, zabijcie mnie, bo nie mam żadnej nadziei na życie i jeśli mam umierać w bolesny sposób, po prostu mnie zabijcie”. Oni powiedzieli “nie” i kazali czterem osobom mnie nieść przez granicę z Białorusią. […] Byłem tam tylko on i ja, obaj byliśmy ranni i nie mogliśmy się poruszać, nic nie mogliśmy zrobić. Więc spaliśmy tam, spaliśmy na ziemi.
Kebede po dwóch dniach dostał się z powrotem na białoruską stronę dzięki pomocy swojego rannego towarzysza. Dotarcie do miejsca, gdzie zobaczyli białoruskich funkcjonariuszy, zajęło im dwa dni.
Po tym jak trochę odpoczęliśmy, powiedziałem: „spróbujmy jeszcze, zanim nasze życie się skończy” czy coś w tym rodzaju. On poszedł szukać kija, a ja porwałem swoje ubrania i próbowałem obwiązać złamane biodro. Poruszałem się na kolanach i rękach, jak zwierzę. Czołgałem się z powrotem w stronę białoruską.
Następnie białoruscy funkcjonariusze przewieźli Kebede i jego towarzysza do obozu w lesie, gdzie spotkali jeszcze jednego z Etiopczyków, z którymi wcześniej przekraczali granicę do Polski. W obozie mężczyźni również nie otrzymali pomocy medycznej, jedynie wodę w momencie zatrzymania. Po dwóch dniach mężczyzn przewieziono na postój taksówek, skąd we troje pojechali lasu znajdującego się pod Mińskiem. Spędzili tam kolejne dwa dni. Udało im się zebrać pieniądze i uzyskać pomoc w znalezieniu mieszkania w Mińsku, gdzie następnie się udali. Spotkany w obozie mężczyzna pomagał Kebede i jego towarzyszowi w poruszaniu się.
Kebede zgłasza, że on i osoby z jego grupy nie mają pieniędzy i nadal nie otrzymali koniecznej pomocy medycznej. Kebede trafił do szpitala, gdzie lekarze powiedzieli mu jedynie, że jego nogi są w bardzo ciężkim stanie. Nie ma pieniędzy na zakup leków. Pod koniec wywiadu dodaje:
[…] zgodnie z prawem międzynarodowym migrant – niezależnie od rodzaju czy okoliczności — w przypadku odniesienia obrażeń powinien otrzymać pomoc medyczną, a nie być traktowany w taki sposób, w jaki my byliśmy traktowani. Każda osoba, w każdym miejscu, która ubiega się o azyl — niezależnie od statusu uchodźcy — każdy człowiek w ogóle, powinien mieć dostęp do opieki medycznej, zwłaszcza gdy jego życie jest zagrożone. My jesteśmy w bardzo poważnym niebezpieczeństwie i nie wiem, co przyniesie mi przyszłość. Jestem osobą, która została ciężko skrzywdzona i wielokrotnie wypychana z powrotem. Nie otrzymałem żadnej pomocy medycznej. Nawet gdybyśmy otrzymali pomoc medyczną, a następnie zostali wypchnięci, to byłoby jeszcze do przyjęcia, ale tak się nie stało. I to właśnie chcę podkreślić.