Zemdlałam, gdy to powiedzieli, bo nie mogłam uwierzyć, że znowu będziemy przez to przechodzić – pushbacki Desty
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 1
- Data: 06.2025
- Lokalizacja: Nieznana
- Liczba osób: 2
- Kraje pochodzenia: Etiopia
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Przeprawa przez rzekę.
Desta pochodzi z północnej Etiopii, z której uciekła przed wojną domową. W Białorusi przebywa od trzech miesięcy. W ciągu miesiąca trzykrotnie próbowała przekroczyć granicę, co najmniej dwukrotnie skutecznie. Została jednak zatrzymana przez polskie służby i doświadczyła dwóch pushbacków. W rozmowie opowiada o drugim z nich.
Desta przekroczyła granicę polsko-białoruską w grupie siedmiu osób z Etiopii w wieku około 20 lat: była wśród nich kobieta, którą znała wcześniej, oraz pięciu mężczyzn. Wcześniej spędzili pięć dni w lesie pomiędzy polską i białoruską zaporą graniczną. Desta nie pamięta lokalizacji ani daty przekroczenia. Jako punkt charakterystyczny podaje zbiornik/ciek wodny – małe jezioro lub rzekę, przez który przedostali się na drugą stronę.
Po raz pierwszy weszliśmy od strony Białorusi, w rejonie Brześcia. […] Za drugim razem… Nie pamiętam numeru [słupka] granicznego, ale było tam takie małe jezioro, coś jak rzeka – zbiornik wodny, przez który się przeprawiliśmy. I właśnie tamtędy przeszliśmy ostatnim razem. […] rzeka była bardzo głęboka. Można było wejść głęboko i już się nie wydostać. Przez nasz wzrost nie byłyśmy w stanie ustać w tej rzece. […] to nie była rzeka z silnym nurtem. Woda była spokojna i się nie poruszała. Można było wejść na środek rzeki i przeskoczyć z jednej strony na drugą. W ten sposób ją przekroczyliśmy.
Dzięki pomocy mężczyzn, wszystkim udało się przedostać na drugi brzeg. Według Desty miało to miejsce około godziny 21:30.
Kiedy przechodziliśmy przez rzekę, mężczyźni z naszej grupy pomogli nam ją przekroczyć, ponieważ potrzebowaliśmy ich wsparcia. Pomogli nam bezpiecznie przejść i całej naszej siódemce się udało.
Po przejściu przez rzekę biegli, żeby oddalić się od granicy, dopóki nie usłyszeli drona.
Nie mogliśmy powiedzieć słowa: Pushback.
Nie pamiętam ile kilometrów od granicy przebiegliśmy, ale na pewno biegliśmy. Długo biegliśmy, a potem usłyszeliśmy dźwięk drona i znowu się ukryliśmy. […] Nie wiem, czy w ten sposób zostaliśmy złapani, ale myślę, że może za bardzo się baliśmy, albo może to przez drona, który nas zauważył. To mogło być powodem.
Na miejscu pojawili się czterej funkcjonariusze, którzy skuli Destę i jej towarzyszkę trytytkami i przy użyciu siły nakazali im pozostać w miejscu ze spuszczonymi głowami i nie podnosić wzroku. Mężczyźni zostali brutalnie pobici. Desta relacjonuje, że zanim funkcjonariusze zmusili ją do opuszczenia głowy, zobaczyła, że było ich czterech.
Kazano nam spuścić głowy i założono nam takie plastikowe kajdanki. Ale mężczyźni, ich bili, używali przemocy i ich bili. Powiedziano nam, żebyśmy nie patrzyły, ale widziałyśmy, że ich biją.
Kiedy nas złapali, bardzo ich pobili i użyli nadmiernej siły. Deptali im po brzuchach, chodzili im po ciałach, brutalnie ich bili i naprawdę ich maltretowali.
Desta nie powiedziała funkcjonariuszom, że chciałaby się ubiegać o ochronę międzynarodową, nie słyszała też, żeby zrobiły to inne osoby z grupy. Funkcjonariusze nie zwracali się do nich w zrozumiałym języku – Desta zaznacza, że nie mieli szansy nic powiedzieć.
Nie mieliśmy nawet szansy nic powiedzieć. Nie mogliśmy powiedzieć ani słowa.
Jedyne słowa, które rozumiałam z tego, co mówili, to “idźcie, idźcie”. Kiedy kazali nam pochylić głowy, zrozumiałam, o co chodzi. Poza tym niczego nie rozumiałam.
Następnie funkcjonariusze przewieźli ich samochodem typu van na granicę polsko-białoruską. Według Desty podróż trwała około półtorej godziny. Mimo wolnych siedzeń, funkcjonariusze kazali dwóm mężczyznom siedzieć na podłodze pojazdu z opuszczonymi głowami.
Jechali samochodem przez półtorej godziny zanim nas wysadzili. […] wszyscy z nas siedzieli na siedzeniach, ale dwie osoby siedziały w nogach, na ziemi. […] były wolne siedzenia, ale żołnierze kazali dwóm mężczyznom siedzieć na podłodze, nie na siedzeniu samochodu.
Po zdjęciu trytytek, funkcjonariusze wypchnęli wszystkie siedem osób bramkę graniczną na białoruską stronę. Desta mówi, że pospieszali ich kopnięciami. Do pushbacku doszło o świcie, w innym miejscu niż to, w którym grupa przekroczyła granicę
Kiedy byliśmy na granicy polsko-białoruskiej, otworzyli bramkę i próbowali nas ponaglać, kopali nas i mówili: “Szybciej, idź, idź, idź”.
Zdecydowaliśmy się wrócić: Z powrotem w Białorusi.
Niedługo później, po stronie białoruskiej, Desta i jej towarzysze zostali zatrzymani przez służby białoruskie z psami. Jeden z Etiopczyków został zaatakowany przez psa i pogryziony. Funkcjonariusze zniszczyli im telefony komórkowe.
Białoruscy strażnicy graniczni mają psy. I jeden z tych psów pogryzł naszego kolegę. A kiedy pies go ugryzł, wsadzili nas do swoich samochodów. Zabrali nam telefony i je zniszczyli. Potem zawieźli nas w inne miejsce i powiedzieli: “Od teraz to już Europa. Możecie wejść do Europy. Stąd możecie iść do Europy”. A z tego miejsca wysłali nas dalej, do kolejnego miejsca.
Białorusini przewieźli ich na granicę z Litwą. Desta relacjonuje, że teren był bagnisty. Spotkali tam Somalijczyków, którzy ostrzegli ich, że litewskie służby strzelają do migrantów, kiedy tylko ich zobaczą, i polecili im przenieść się w bezpieczniejsze miejsce.
Zdecydowaliśmy się wrócić, ale byliśmy głodni. Byliśmy głodni i byliśmy w bardzo złym stanie. Niektórzy chorowali. Niektórzy zostali pobici. “Poszukajmy śladów samochodów”. I zdecydowaliśmy się wrócić.
Somalijczycy, których spotkaliśmy w tamtym miejscu, powiedzieli nam, że to była granica litewsko-białoruska, a nie polska. Powiedzieli, że jeśli nas złapią, to będą do nas strzelać. Jeśli nas zobaczą, to będą do nas strzelać. Że to bardzo niebezpieczne miejsce. I że musimy stąd uciekać.
W drodze powrotnej, grupa została ponownie zatrzymana przez służby białoruskie.
Jeśli macie umrzeć, umrzecie tam, a nie w Europie. Pushback z Łotwy
Białorusini zawieźli Destę i jej towarzyszy do miejsca, gdzie stykają się granicę Białorusi, Litwy i Łotwy. Było z nimi też sześciu mężczyzn z Somalii. Desta relacjonuje, że podróż trwała około czterech godzin. Po dotarciu na miejsce białoruscy funkcjonariusze przecięli łotewskie ogrodzenie i kazali im iść do Łotwy. Kobieta wspomina, że na tym etapie byli głodni, zmęczeni i nie chcieli podejmować kolejnych prób.Powiedzieliśmy, że nie dłużej nie damy rady. Byliśmy głodni. Nie mieliśmy nic. Powiedzieliśmy, że nie chcemy próbować, przynajmniej nie dziś, bo jesteśmy głodni, nie mamy siły, nie mamy nic. Ale mimo to zawieźli nas na granicę z Łotwą. Jechali ponad cztery godziny, żeby nas tam zabrać. Potem przecięli ogrodzenie na łotewskiej granicy i powiedzieli: “Idźcie”. Zmusili nas do wejścia na teren Łotwy, a następnie zamknęli za nami bramkę.
Po drugiej stronie zatrzymały ich służby łotewskie.
Zapytali nas, kto przeciął ogrodzenie. Powiedzieliśmy: “To nie my. To oni przecięli ogrodzenie. Białoruscy żołnierze przecięli ogrodzenie i nas wpuścili”.
Strażnicy wsadzili Destę i drugą kobietę do samochodu i kazali im nie patrzeć, a towarzyszących im mężczyzn pobili i skopali.
Wsadzili nas do samochodu i powiedzieli, żebyśmy nie patrzyły. Nas, kobiety, zmusili do opuszczenia głów. A mężczyzn, jak powiedziała, traktowali jakby byli bykami. Kopali ich tak dużo i mocno, że byłabyś w szoku.
[…] dali każdemu mężczyźnie pałkę i kazali bić się nawzajem i powiedzieli, żeby już nigdy nie wracali do Europy. […] I że jeśli macie umrzeć, umrzecie tam, a nie na naszym kontynencie, nie w Europie. Potem odstawili nas z powrotem, bili nas […]. W samochodzie była krew i powiedzieli nam, żebyśmy posprzątali krew, pot, wszystko, co tam było. Byliśmy zmuszeni to posprzątać. Potem posprzątaliśmy samochód i odesłali z powrotem nas do Białorusi.
Więc powiedzieli, że nas odeślą. Zemdlałam, gdy to powiedzieli, bo nie mogłam uwierzyć, że znowu będziemy przez to przechodzić.
Desta relacjonuje, że kiedy grupy znalazły się po białoruskiej stronie, białoruskie służby kazały im wracać za łotewską granicę. Na tym etapie stan psycho-fizyczny całej grupy był bardzo zły. Wszyscy nie jedli od kilku dni, mężczyźni mieli obrażenia.
A potem mieli nas wysłać [z powrotem] i zobaczyli łotewskich żołnierzy w szeregu. Więc wsadzili nas do jakiegoś pomieszczenia i zapytaliśmy ich o jakieś jedzenie i wodę, bo byliśmy wyczerpani. A oni powiedzieli: “Poproście swoich braci, żeby was nakarmili”. Tak powiedzieli.
Granica łotewska jest najgorszą granicą w ogóle. Ludzie… Martwe ciała, które tam są… Jest tam sterta martwych ciał. Ludzie umierają tam z głodu, bardzo ciężko jest patrzeć na coś takiego. […] Na granicy z Łotwą jest naprawdę okropnie.