Zaczęło się od psów, gryzły nas i szarpały, gdy leżeliśmy na ziemi – pushback Adena
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 1
- Tagi: mężczyźni, problemy zdrowotne
- Data: 12.2024
- Lokalizacja: 52.9264722, 23.9163583
- Liczba osób: 11
- Kraje pochodzenia: Somalia
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Aden przekroczył granicę 22 grudnia 2024 roku w godzinach wieczornych, około 21. Jak opisuje, podróżował wówczas w grupie jedenastu pełnoletnich osób pochodzących z Somalii. W grupie była jedna kobieta. Podczas przekraczania granicy przez zaporę jeden z członków grupy doznał poważnego urazu:
Kiedy przekraczaliśmy granicę, chciałbym wspomnieć że używaliśmy prowizorycznej drabiny z drewna, którą sami zrobiliśmy, i wspięliśmy się na górę [zapory]. […] jeden człowiek który był z nami zeskoczył z samej góry i jego nogi złamały się wpół, kość wystawała mu ze stopy.
Aden wspomina, że funkcjonariusze którzy niedługo później znaleźli poszkodowanego mężczyznę nie udzielili mu pomocy medycznej, a jedynie przetransportowali go na drugą stronę zapory:
Chciałbym wspomnieć że polscy strażnicy graniczni byli bez litości, wzięli tego gościa i po prostu otworzyli bramkę i wypchnęli go z jego urazem, nie zwracając na to żadnej uwagi.
W międzyczasie reszta grupy pobiegła dalej, oddalając się od zapory. Aden wie, co spotkało towarzysza podróży zaraz po upadku z zapory, ponieważ on i pozostali członkowie grupy byli kilka godzin później przepychani do Białorusi przez tę samą bramkę:
[…] Jeden z nas był ranny, to było jego pierwsze przekraczanie granicy i po prostu zeskoczył, tam jest wysoko i złamał nogę. Wystawili go na zewnątrz przez bramkę a nam udało się wejść, ale po tym, jak nas otoczyli, wypchnęli nas przez tę samą bramkę co jego więc byliśmy w stanie jakoś mu pomóc.
Zgodnie z relacją, po przekroczeniu zapory Aden wraz z innymi odbiegł około 2 kilometrów wgłąb terytorium Polski. Grupa miała skontaktować się z organizacją udzielającą pomocy humanitarnej, na której przybycie czekali ponad 7 godzin. Zanim zespół pomocowy dotarł na miejsce, grupa Adena została złapana przez czterech zamaskowanych funkcjonariuszy ubranych w zielone mundury. Funkcjonariuszom towarzyszyły psy.
Złapało nas czterech żołnierzy w maskach. […] Krzyczeli “Stop, stop!”. ale nawet zanim strażnicy do nas dotarli, szybciej dotarły do nas psy, które puścili wolno, psy nas pogryzły i sprawiły, że leżeliśmy na ziemi, tarzając się. Kiedy funkcjonariusze dotarli do miejsca, w którym byliśmy, zaczęli nas po prostu okładać i bić, potem nas skuli i wzięli na granicę, żeby nas wyrzucić.
Jedna z osób z grupy Adena miała pobiec w inną stronę i uniknąć kontaktu ze służbami. Zgodnie z wiedzą Adena, mężczyzna przebywa obecnie w ośrodku dla cudzoziemców w Polsce.
[…] Jedenasty chłopak pobiegł w inną stronę, nie było go już z nami i zapytali nas: “Czy to tylko wy?” i odpowiedzieliśmy “Tak, to nasza cała grupa”.
Aden opisuje, że funkcjonariusze już od pierwszych chwil kontaktu z zatrzymanymi brutalnie ich bili, kopali i deptali. Zaznacza, że wciąż odczuwa konsekwencje zdrowotne spowodowane doświadczoną wówczas ze strony służb przemocą.
Zaczęło się od psów, gryzły nas i szarpały, gdy leżeliśmy na ziemi. Potem dotarli funkcjonariusze, kazali nam leżeć na brzuchu i przez chwilę deptali nam po plecach i kopali nas. Później podnieśli nas i zaczęli bić nas po twarzach, po głowach. A jeden z nich kopnął mnie butem w szczękę. Obecnie nie mogę przesunąć szczęki dalej niż o kilka centymetrów. Otwieranie moich ust szeroko jest trudne.
Zgodnie z relacją, wszystkie zatrzymane osoby zostały pobite.
Wszystkich spośród nas, których złapali, pobili. Nie zostawili dziewczyny, która była z nami.
Funkcjonariusze użyli również gazu pieprzowego, a także odebrali i zepsuli zatrzymanym osobom telefony. Aden podkreśla, że on i jego towarzysze w momencie zatrzymania nie mieli przy sobie prawie niczego, w tym jedzenia i w przypadku niektórych osób w grupie, również ubrań.
Przeszukali nas, zabrali nasze telefony i zepsuli. […] Nie mieliśmy dużo, nawet jedzenie, które wcześniej mieliśmy już nam się skończyło. Jeden z chłopaków nie miał nawet butów, bo jeden but się zaklinował kiedy przekraczał granicę i nie dali mu nawet butów, a było bardzo zimno. Jego nogi pociemniały i ma teraz problem ze stopą. Sugerują mu teraz, że być może stopę trzeba będzie amputować, bo podczas wypychania wrzucili ich do wody.
Następnie Aden i pozostałe zatrzymane osoby zostały przetransportowane do zapory granicznej dwoma samochodami w kolorze zielone camo, z syrenami na dachach i napisami po bokach. Podróż trwała około 15 minut. Następnie funkcjonariusze ponownie pobili osoby z grupy Adena, a przedtem skuli ich przy użyciu plastikowych opasek zaciskowych.
Zabrali nas samochodami na granicę, wyciągnęli nas, skuli i to wtedy nas pobili, pomiędzy główną granicą [zaporą] a tą drugą, mniejszą siatką, tam pomiędzy gdzie jest [niezrozumiałe], położyli nas na ziemi i pobili. A po tym wypchnęli nas za granicę.
[…]
Kiedy nas bili, byliśmy skuci. Ale muszę zaznaczyć, że to nie były takie metalowe kajdanki, jakie mają funkcjonariusze. To były te plastikowe I kiedy wyrzucali nas przez granicę, wtedy je rozcięli.
Aden wspomina, że kiedy on i pozostałe osoby były zmuszane przez funkcjonariuszy do przekroczenia zapory, padał śnieg. Był ranek kolejnego dnia po tym, jak grupa przekroczyła zaporę, Aden szacuje, że było to około godziny 8 lub 9 dnia 23.12.2024.
Padał śnieg i było dosyć zimno, powiedziałbym że około minus siedmiu stopni. […] kiedy nas wypychali przez granicę, otworzyli dla nas bramkę i wepchnęli nas do swego rodzaju zbiornika wodnego, wodę mieliśmy mniej więcej na wysokość klatki piersiowej. Było ekstremalnie zimno, to było przerażające.
Po przekroczeniu na drugą stronę muru grupa znajdowała się na wysokości słupa granicznego 420 – na bagnistym terenie na wschód od Zalewu Siemianówka. Wkrótce po znalezieniu się po wschodniej stronie zapory Aden i jego towarzysze mieli kontakt z funkcjonariuszami białoruskich służb, od których doświadczyli dalszej przemocy i kilkukrotnego zmuszania do przekraczania litewskiej granicy.
Kiedy byliśmy po drugiej stronie [zapory] i dotarliśmy do granicy białoruskiej, dotknęliśmy pewnego rodzaju bariery, co wszczęło alarm i przyjechali funkcjonariusze. Oni też nas pobili, po chwili wrzucili nas do samochodu i gdzieś nas zabrali. Powiedzieli, że to litewska granica, pomiędzy była rzeka. Powiedzieli, że mamy przekroczyć tę rzekę. Czekaliśmy, aż się oddalą, kiedy tylko odjechali próbowaliśmy wrócić po śladach do Białorusi, szliśmy około sześciu kilometrów. Czekało tam na nas dwóch białoruskich funkcjonariuszy, cofnęli nas z powrotem do miejsca z którego zaczęliśmy iść i kazali nam wracać do Litwy. Kiedy byliśmy po drugiej stronie, złapali nas funkcjonariusze litewscy i też nam powiedzieli “Wracajcie do Białorusi”, więc przekroczyliśmy granicę…Cały ten proces, wszystkie te wydarzenia zajęły około trzech dni. I przez cały ten czas kiedy szliśmy nie mieliśmy telefonów, ponieważ zostały rozbite kiedy byliśmy w Polsce. Zaczęliśmy podążać za śladami opon, mając nadzieję, że gdzieś prowadzą.
Grupie Adena udało się dotrzeć do jednego z białoruskich miast dzięki innym migrantom, których spotkali przypadkowo idąc wzdłuż granicy. Zapytany, na co chciałby jeszcze zwrócić uwagę Aden zaznacza, że w wyniku doświadczonej w Polsce agresji ze strony funkcjonariuszy i narażenia na zimno doznał uszczerbku na zdrowiu.
Tak, to co mogę dodać to urazy, których doznałem, chciałbym je opisać. Chciałbym wspomnieć, że moja szczęka jak i tylne zęby uległy urazom podczas bicia, którego doznałem, a z moimi dłońmi i stopami jest coś nie tak od zimna którego doświadczyłem wędrując [niezrozumiałe] zimą.
Aden wspomniał również o tym, że doświadczył już wcześniej wywózki lub wywózek z Polski. W przeszłości został zatrzymany przez służby podczas interwencji organizacji humanitarnej. Aden opisuje, że nie spodziewał się, że funkcjonariusze zastosują przemoc wobec migrantów w obecności świadków a także nie dopuszczą do udzielenia pomocy.
[…] podczas jednej z poprzednich prób funkcjonariusze złapali ich kiedy fundacja była z nimi, i fundacja nie była nawet w stanie im pomóc, zostali pobici kiedy członkowie organizacji byli na miejscu, to był dla niego szok, pytał jak to jest możliwe? Wcześniej myślał, że członkowie organizacji będą mu w stanie udzielić pomocy humanitarnej, ale okazało się że kiedy obecni na miejscu są również funkcjonariusze, nie da się udzielić żadnej pomocy.