Powiedziałam: “Tak, chcę zostać w Polsce” – pushback Selam
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 1
- Data: 03.2025
- Lokalizacja: 52.5206083, 23.4217389
- Liczba osób: 2 osoby
- Kraje pochodzenia: Erytrea, Etiopia
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Wywiad został przeprowadzony w maju 2025 roku z 24-letnią Selam z Erytrei. Opisywane przez nią wydarzenia miały miejsce na początku lub w połowie marca (dwa miesiące wcześniej).
Selam opisuje w wywiadzie ostatni pushback z Polski do Białorusi, którego doświadczyła. Zdarzenie to miało miejsce 16 marca 2025. Około godziny 11:30 przeszła przez granicę w grupie dziesięciu osób: 7 z Erytrei, 3 z Etiopii, 7 mężczyzn oraz 3 kobiet. Według jej relacji, 8 osób zostało zatrzymanych przez Straż Graniczną od razu po przekroczeniu granicy. Selam udało się oddalić od zapory granicznej. Poruszała się powoli ze względu na uraz nogi, którego doznała w przeszłości. Gdy udało jej się przedostać głębiej do lasu, skontaktowała się z grupą świadczącą pomoc humanitarną. Została jednak zatrzymana około godziny 18:00, zanim dotarła pomoc.
Funkcjonariusz, który zatrzymał rozmówczynię, był w pojedynkę. Według jej relacji, miał na sobie wojskowe spodnie oraz cywilną górę ubrania, był uzbrojony i miał ze sobą gaz pieprzowy. Poruszał się pieszo, a jego pojazd był zaparkowany w większej odległości od miejsca znalezienia Selam. Funkcjonariusz zrobił jej zdjęcie, zabrał jej również telefon oraz przełączył go na tryb samolotowy.
Wszyscy mieli na sobie mundury strażników, wojskowych. Ale ten, który mnie zatrzymał, był ubrany po cywilnemu na górze i […] miał jakby wojskowe spodnie. Przyszedł pieszo, a samochód […] znajdował się bardzo daleko od miejsca, w którym byłam. Pokazałam mu nogę, z którą miałam problem, a on po prostu zabrał mi telefon i włączył tryb samolotowy, po czym zaprowadził mnie do miejsca, gdzie byli inni ludzie. […] Na początku myślałam, że to ktoś z pomocy humanitarnej, bo nie był jakby całkowicie umundurowany, ale… był uzbrojony. Miał wszystko, co by wskazywało, że to nie był taki “zwykły cywil”. Miał broń, gaz pieprzowy, i wszystko. […] myślałam, że to pracownik humanitarny, ale wtedy zabrał mnie w inne miejsce i powiedziałam: to policja.
Selam relacjonuje, że została zapytana przez funkcjonariusza o chęć pozostania w Polsce, którą wówczas wyraziła.[…] zapytał mnie, czy chcę zostać w Polsce. Powiedziałam: “Tak, chcę zostać w Polsce”. Powiedziałam “tak”. A wtedy oni powiedzieli: „Okej, jesteś w Polsce. Zostaniesz tutaj.”
Następnie została przewieziona samochodem na placówkę. Według relacji Selam, w pojeździe była sama – posadzono ją na tylnym siedzeniu, nie była skuta kajdankami. Selam nie pamięta, ilu funkcjonariuszy było w samochodzie. Nie pamięta również nazwy miejscowości, w której znajdowała się placówka.Na placówce spotkała dwóch mężczyzn i jedną kobietę – według relacji Selam, to osoby z dziesięcioosobowej grupy, z którą wspólnie przekraczała granicę. Pozostałe sześć osób z grupy zostało zawrócone do Białorusi zaraz po zatrzymaniu.
Na posterunku spotkałam dziewczynę i dwóch chłopaków. Dwójka chłopaków była z nami wcześniej. Były też dwie inne osoby z innej grupy, które dołączyły do nas tuż przed pushbackiem późno w nocy. Więc było tam sześć osób. Te sześć osób było wypchniętych przez granicę wcześniej, kiedy zostali złapani. Spotkałam trzy osoby z mojej grupy: jedną dziewczynę i dwóch chłopaków.
Na placówce Selam została przeszukana przez funkcjonariuszkę. Twierdzi, że nie była przesłuchiwana. Nie podpisywała również żadnych dokumentów. Na placówce dwie inne osoby ponownie zrobiły jej zdjęcie. Nie pobierano od niej odcisków palców. Na początku mężczyźni i kobiety byli przetrzymywani w tym samym pokoju, następnie rozdzielono ich do osobnych pomieszczeń.
Na początku byliśmy razem, a potem rozdzielili mężczyzn i kobiety do osobnych pokoi.
Zatrzymanym osobom nie zaoferowano wody ani jedzenia. Pozwalano im korzystać z toalety, jednak przy ponaglaniu ze strony funkcjonariuszy:
Pozwalano nam iść do toalety, ale cały czas nas poganiali i mówili, żebyśmy się spieszyli, żebyśmy szybko wracali, cały czas nas popędzali.
Selam spędziła na placówce mniej więcej sześć godzin. Około północy została przewieziona wraz z pozostałym do linii granicy i zmuszona do przejścia na białoruską stronę przy słupie granicznym nr 292 – w lesie pomiędzy miejscowościami Wólka Terechowska i Opaka Duża. Padał wtedy śnieg.
To było o północy […], około 12:00 w nocy, padał wtedy śnieg. To tam nas wypchnęli.
Dla nas to nie było tak skomplikowane, bo założyli nam plastikowe kajdanki i zabrali nas na granicę. Prosiliśmy ich żeby je przecięli, przecięli je tylko po jednej stronie i nas wypchnęli.
Po pushbacku Selam i pozostałe osoby z jej grupy zostały zatrzymane przez białoruskie służby. Następnie zostały przewiezione do punktu, z którego odjeżdżały taksówki.Zabrali nas samochodem i ponieważ byliśmy w bardzo złym stanie, zawieźli nas do punktu postoju taksówek, skąd można pojechać do miast na Białorusi.
Od znajomych, których spotkała już w Białorusi, dowiedziała się o przemocy, która spotkała ich podczas pushbacku. Zostali pobici oraz spryskani gazem pieprzowym, zepsuto im również telefony.
Naszych przyjaciół bili, bili ich w brzuch, spryskali ich gazem pieprzowym i wypchnęli. Zniszczyli im telefony. Zniszczyli też telefon dziewczynie, która była ze mną.
Selam wspomniała w wywiadzie, że słyszała o utonięciu jednego z Etiopczyków należących do grupy, z którą przekraczała granicę polsko-białoruską. Od momentu, kiedy o tym usłyszała, minęły dwa tygodnie.
Jedna osoba z naszej grupy zmarła. Z tego, co słyszeliśmy, utonął w jeziorze i tak zmarł. Minęły dwa tygodnie, odkąd o tym usłyszałam. Wtedy go straciliśmy, ale został odnaleziony po dwóch tygodniach. […] Był naszym przyjacielem. Jedliśmy razem, mieszkaliśmy razem – tak, to była osoba, którą znałam.