Oni wszyscy po prostu się na mnie patrzyli – pushback Nabila
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 1
- Tagi: kobiety, małoletni, mężczyźni, problemy zdrowotne
- Data: 03.2023
- Lokalizacja: Nieznana
- Liczba osób: 11
- Kraje pochodzenia: Jemen, nieznane
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Nabil opisuje historię pushbacku, którego doświadczył 21 maja 2023 roku. Przekroczył granicę w grupie jedenastu osób, w tym jednej kobiety podróżującej z mężem oraz 17-letniego chłopaka z Jemenu. Wszystkie osoby były znane Nabilowi z czasów, gdy mieszkał w Rosji.
W wyniku upadku z muru Nabil złamał nogę, z czego początkowo nie zdawał sobie sprawy – na początku zauważył opuchliznę prawej kostki. Pozostałe osoby z grupy rozbiegły się po lesie, a Nabilowi udało się schować za drzewem. Niedługo potem w miejscu przekroczenia granicy pojawił się samochód służb, które zatrzymały dwie osoby – małżeństwo z grupy. Funkcjonariusze nie zauważyli ukrywającego się za drzewami Nabila.Spadłem stamtąd. To było wcześnie rano, nie byłem do końca przytomny. […] Więc nie mogłem dobrze złapać się tego metalu. Upadłem, a moja grupa po prostu uciekła i mnie zostawiła. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że złamałem nogę. Wstałem i próbowałem biec, spuchła mi kostka, prawa. Wtedy już nie mogłem biec. Więc upadłem i schowałem się za drzewami. Na drodze było drzewo, więc się tam schowałem. Nadjechał wojskowy samochód i zobaczyli mojego znajomego. Złapali go i odjechali. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że złamałem nogę. Kiedy odjechali, próbowałem się ruszyć. Próbowałem wstać, ale się nie udało. Nie mogłem tego zrobić.
Gdy samochód służb odjechał, Nabil chciał znaleźć swoich znajomych. Szybko zorientował się jednak, że nie jest już w stanie chodzić, a jego telefon nie działa. Czołgał się przez las przez około 500 metrów, po czym zrezygnował i zawrócił w okolicę pasa granicznego, co ze względu na trudności z poruszaniem się zajęło mu dużo czasu. Nabil obawiał się wtedy o swoje życie.
“Dopóki nie będę mógł wstać albo chodzić, wszystko będzie bardziej niebezpieczne” – pomyślałem – “Mogę też umrzeć”. Więc zdecydowałem, że wrócę.
Nabil dotarł z powrotem w okolice pasa granicznego około godziny 11:00–12:00. Zobaczył funkcjonariuszy i zaczął krzyczeć, by zwrócić ich uwagę. Początkowo podbiegli nieco bliżej Nabila, który dla zwiększenia widoczności podniósł się do pozycji klęczącej. Funkcjonariusze nie weszli do lasu i nie pomogli mu w poruszaniu się. Podeszli do niego dopiero wtedy, gdy sam dotarł na pas graniczny. Następnie zaczęli zadawać mu pytania dotyczące jego grupy, przekraczania granicy i doświadczeń w Białorusi.
Gdy wróciłem [na pas graniczny] to mnie nie zauważyli. Stanąłem na kolanach i prosiłem o pomoc. Krzyczałem, żeby mogli mnie rozpoznać. Zatrzymali się […]. Zobaczyli, że jestem na kolanach. Potem nic nie zrobili. Po prostu tak sobie stali, aż nie wróciłem na drogę [pas graniczny].
Później zaczęli zadawać mi pytania. Z jaką grupą i o której przeszedłeś? Skąd spadłeś? Gdzie są inni? Do jakiego miejsca na mapie idziesz? Tego typu pytania. Potem pytali mnie też o białoruską policję, wojsko. “Byli brutalni? Gwałcili kobiety? Są źli?”. Zadawali takie pytania. Powiedziałem im, że minęły tylko jakieś 2-3 dni odkąd tu jestem, że nic nie widziałem.
Nabil od początku spotkania z funkcjonariuszami zwracał uwagę na doznany uraz nogi. Funkcjonariusze nie wezwali od razu pomocy medycznej, lecz zadzwonili do swojego przełożonego, który miał wyrazić zgodę na wezwanie karetki. Poinformowali ponadto mężczyznę, że po otrzymaniu pomocy medycznej zostanie odwieziony do linii granicy. Ze względu na silny ból Nabil nie był już w stanie kontynuować rozmowy ani zadawać pytań.
Powiedziałem im, że mam problem z nogą. Myślałem, że ją złamałem albo coś takiego. Zadzwonili po kogoś wyższego rangą, przełożonego. Powiedzieli: “Przełożony wyraził zgodę na to, żebyś udał się do szpitala. Zrobimy badania. A potem zawieziemy cię z powrotem na granicę”. W tamtym momencie nic im nie odpowiedziałem, bo mnie bolało.
Po około 30 minutach przyjechał pojazd, który Nabil opisuje jako “samochód szpitalny [ang. hospital car]”. W pierwszej kolejności Nabil został przewieziony do miejsca, które określił jako “posterunek wojskowy [ang. military office]”, gdzie go przeszukano. Zabrano mu paszport i telefon. Do szpitala przywiozła go dwójka funkcjonariuszy, mężczyzna i kobieta. Poruszali się czarnym samochodem, który według Nabila był pojazdem cywilnym.
To było jakieś 30 minut. Może trochę mniej niż 30 minut. Przyjechał ten szpitalny samochód i zabrali mnie na posterunek wojskowy. Przeszukali mnie, sprawdzili wszystko. Następnie zabrali mój paszport i telefon. Wsadzili mnie do prywatnego samochodu z dwoma wojskowymi, mężczyzną i kobietą.
Nabil nie zna lokalizacji szpitala, do którego został zawieziony. Zabrano go do gabinetu lekarskiego, w którym lekarz porozumiewał się wyłącznie z funkcjonariuszami i wspólnie z nimi wypełniał dokumenty. Treść dokumentów nie została przedstawiona Nabilowi. Następnie wykonano mu zdjęcie rentgenowskie nogi i zabrano ponownie do gabinetu. Tam podano mu kroplówkę, po której spał przez kilka godzin. Funkcjonariusze przez cały czas przebywali w pomieszczeniu razem z Nabilem. Nie był skuty kajdankami, poruszał się na wózku inwalidzkim.
Potem zabrali mnie do szpitala w pobliżu placówki, zabrali mnie tam do specjalnego pokoju. Po tym, tak myślę, lekarz próbował wypełnić dokumentację. To mogło dotyczyć mnie, ale rozmawiali z nim tylko wojskowi. Następnie lekarz schował dokument do biurka. Zrobił mi rentgen. Po rentgenie zabrano mnie z powrotem do tego samego pokoju. Wtedy spałem. […] Spałem jakieś dwie godziny.
Po przebudzeniu się Nabila, lekarz zabandażował mu nogi, a następnie powiedział (podobnie jak funkcjonariusze), że nic mu nie dolega i że może opuścić szpital. Mężczyzna protestował, tłumacząc, że nie może wstać ani chodzić. Ze szpitala do samochodu przewieziono go na wózku inwalidzkim.
Następnie lekarz podszedł do mnie i powiedział: “Nic ci nie jest, nie ma żadnego problemu, możesz iść” i zabandażował mi nogę. To wszystko. Wtedy podeszli do mnie wojskowi i powiedzieli: “Okej, możemy już iść”. Powiedziałem im, że nie mogę wstać, nie mogę chodzić. Przywieźli z powrotem wózek i zabrali mnie do samochodu. Potem skierowali się prosto w stronę granicy.
W trakcie jazdy samochodem Nabil jasno wyraził wolę ubiegania się o ochronę międzynarodową i sprzeciwił się próbie wyrzucenia go na terytorium Białorusi. Funkcjonariusz odmówił i milczał przez resztę drogi.
Mówiłem im, że muszę tutaj złożyć wniosek o azyl, że nie mogę wrócić z powrotem [do Białorusi], nie mogę chodzić. […] Obok kobiety kierującej pojazdem siedział mężczyzna. I powiedział, że nie ma mowy. Powiedziałem mu, żeby chociaż spróbowali mi pomóc. Wiesz, miałem przecież złamane nogi. A oni powiedzieli, że nie ma mowy. Potem milczeli przez całą drogę. Nie dałem rady nic zrobić. Dowieźli mnie na granicę.
Stan Nabila uniemożliwiał mu samodzielne poruszanie się. Gdy samochód dojechał na granicę, zwrócono mu jego rzeczy. Wraz z nim przez granicę wypchnięto też inne osoby, które zostały przewiezione pięcioma samochodami. Funkcjonariusze nie udzielili Nabilowi żadnej pomocy przy przekraczaniu bramki granicznej ani nie zapewnili mu wózka inwalidzkiego.
Na granicy było jakieś pięć samochodów. Złapali też jakąś inną grupę i wywieźli ich na granicę. Byłem jedyną osobą, która poruszała się na kolanach, próbując przejść od samochodu do granicy. Nikt nie dał mi wózka ani nie zaoferował pomocy w przejściu do bramki granicznej. Oni wszyscy po prostu się na mnie patrzyli.
Przez cały czas od momentu zatrzymania po polskiej stronie granicy Nabil nie otrzymał jedzenia. Bezpośrednio po zatrzymaniu dostał jedynie trochę wody. Pushback miał miejsce około godziny 16:00.
Żołnierze, którzy mnie spotkali… Poprosiłem ich o pomoc. Dali mi tylko wodę. Ale ta dwójka, która zabrała mnie do szpitala, mężczyzna i kobieta, nie dali mi nic. Nawet gdy wróciłem na granicę.
Kolejnego dnia po pushbacku około godziny 18:00 Nabil spotkał czterech mężczyzn z Afganistanu, którzy poinformowali go, że funkcjonariusze przekazali im informację o znajdującej się w okolicy osobie w stanie zagrażającym życiu. Nabil potwierdził, że najprawdopodobniej chodziło o niego. Afgańczycy zanieśli go do pobliskiej bazy wojskowej, która znajdowała się około pięć kilometrów dalej.
Stałem sam przy granicy białoruskiej. Byłem tam przez półtora dnia. Po tym czasie podeszło do mnie czterech mężczyzn z Afganistanu. Zaczęli ze mną rozmawiać. To było przed 18:00, przed nocą. Powiedzieli mi, że wojsko lub policja przekazali im, że w okolicy jest jakiś umierający człowiek, który ma złamane obie ręce i obie nogi. “Proszę, idźcie i mu pomóżcie”. To mi powiedzieli ci Afgańczycy. Powiedziałem im, że to ja, ja mam złamane nogi. Podeszli i mi je obejrzeli. Następnie przeszukali okolicę, żeby sprawdzić, czy nie było tam kogoś jeszcze. Potem podeszli do mnie i powiedzieli: “Okej, chodźmy. Pójdziemy do białoruskiej bazy wojskowej. Jakieś 5 kilometrów. I po tych 5 kilometrach znajdziemy białoruski samochód. Tam się kierujemy”. I tych czterech mężczyzn mnie niosło.
Nabil spędził w bazie wojskowej około godzinę. Przebywały w niej również inne osoby z podobnymi urazami. Białorusini przetransportowali osoby potrzebujące pomocy medycznej do Mińska, używając łącznie około czterech samochodów. Następnego dnia mężczyzna udał się do szpitala, gdzie powiedziano mu, że doznał zamkniętego złamania obu kostek. W szpitalu został dwa dni. Po tym czasie został wypisany do domu z opatrunkiem, zalecono mu brak poruszania się i stawania na nogi przez dwa miesiące oraz zlecono comiesięczne wizyty w szpitalu w celu zmiany opatrunku.
Po dwóch dniach zabandażowali mi obie nogi. Powiedzieli mi: “Musisz tu zostać. Nie chodź ani nie wstawaj przez dwa miesiące. Co miesiąc przychodź do szpitala, żebyśmy mogli zmienić ci opatrunek”. I to wszystko, to cała moja historia.
Nabil podkreśla, jak ważna jest dla niego data pushbacku. Postrzega działania funkcjonariuszy jako nielegalne i ma nadzieję, że w przyszłości uzyska sprawiedliwość w sądzie:
Właściwie zapisałem sobie tę datę w swoim Kalendarzu Google. To dzień, którego nie zapomnę. Myślę, że jeżeli kiedyś dostanę się do Europy, to wytoczę wojskowym sprawę. Pewnego dnia, jeśli mi się uda dostać do Europy, pójdę tam i wytoczę im sprawę w sądzie.