Kazali nam przejść, grożąc, że nas zabiją – wielokrotne pushbacki Hassana
-
Rodzaj zdarzenia:
Pushback z Polski do Białorusi
- Całkowita liczba pushbacków: 5
- Tagi: kobiety, małoletni, mężczyźni, problemy zdrowotne
- Data: 05.2025
- Lokalizacja: Nieznana
- Liczba osób: 8
- Kraje pochodzenia: Somalia
- Prośba o azyl: TAK
- Przewiezienie na placówkę SG: TAK
-
Rozmówcą jest Hassan z Somalii, który opuścił kraj z powodu wojny w regionie. Dotarł do Białorusi cztery miesiące przed przeprowadzonym wywiadem. W tym czasie doświadczył pięciu pushbacków.
Hassan przekroczył polsko-białoruską zaporę graniczną wieczorem 16 maja 2025 roku wraz z siedmioma innymi obywatelami Somalii w wieku od 16 do 22 lat, w tym dwoma kobietami i trzema osobami niepełnoletnimi. Dwie osoby w grupie chorowały na astmę.
Hassan i jego towarzysze dotarli do zapory granicznej samochodem. W lesie po stronie białoruskiej spędzili pięć dni i sześć nocy. Następnie przeszli przez mur, korzystając z drabiny. Hassan nie potrafi określić dokładnej lokalizacji, ponieważ jedna osoba zajmowała się nawigacją i prowadziła resztę grupy. W trakcie przekraczania zapory granicznej jeden z mężczyzn doznał urazu nogi i skaleczył rękę drutem.
[…] Jeden z moich kolegów doznał urazu ręki i nogi. Miał jakby złamaną nogę, a na ręce głęboką ranę spowodowaną metalowymi elementami na granicy. […] kiedy przechodził przez górną część płotu, łańcuch albo metalowy drut kolczasty przeciął mu ramię, przez co spadł na ziemię. W wyniku uderzenia doznał urazu dolnej części nogi – kostki i miejsca poniżej.
Wszystkim osobom udało się przejść na polską stronę zapory granicznej. Chwilę później na miejscu pojawiło się od ośmiu do dziesięciu funkcjonariuszy w mundurach moro, którzy zatrzymali osoby w drodze. Hassan podkreśla, że funkcjonariusze kazali im odwrócić wzrok i sprawiali wrażenie, że nie życzą sobie, aby na nich patrzeć. Przyjechali czterema samochodami i mieli ze sobą psa. Kazali położyć się na ziemi Hassanowi i jego towarzyszom i spryskali ich gazem pieprzowym. Hassan relacjonuje, że funkcjonariusze skuli osoby trytytkami, a następnie bili ich pałkami w pozycji siedzącej – również mężczyznę ze złamaną nogą, który poinformował funkcjonariuszy o złym stanie i wymiotował. Zdarzenie trwało około 1,5 godziny.
Gdy tylko wylądowaliśmy po polskiej stronie, natychmiast podbiegli do nas strażnicy graniczni i kazali nam położyć się na ziemi. Od razu zaczęli spryskiwać nas gazem pieprzowym, a potem kopali nas wszystkich, łącznie z rannym. Skarżył się i próbował tłumaczyć, że jest ranny, wymiotował, ale od razu zaczęli wszystkich bić.
Zaczęli kopać nas po głowie, po klatce piersiowej i bili nas pałkami, które mieli przy sobie. […] Kiedy przypominam sobie obrażenia i ból, który na nas sprowadzili tego dnia, wciąż chce mi się płakać.
Hassan wyznaje, że razem ze swoimi towarzyszami zgłaszali chęć ubiegania się o ochronę międzynarodową ale zostali zignorowani przez służby. Funkcjonariusze przeszukali osoby w drodze i zabrali im jedzenie, powerbanki oraz telefony, które następnie zniszczyli. Mężczyźnie z obrażeniami nie udzielono pomocy medycznej.
Funkcjonariusze wepchnęli osoby w drodze do dwóch czarnych samochodów. Następnie zawieźli je do innego miejsca na linii granicznej. Jazda samochodem trwała około czterdziestu minut. Funkcjonariuszę rozdzielili Hassana i jego towarzyszy dwie grupy: pięcio- oraz trzyosobową. Po zachodzie słońca osoby z grupy pięcioosobowej, w której był Hassan, zostały wypchnięte przez granicę w okolicach słupa granicznego nr 348, niedaleko Brześcia. Przed pushbackiem osobom rozcięto trytytki oraz oddano powerbanki i zniszczone, niezdatne do użytku telefony. Podczas zdarzenia funkcjonariusze kopali Hassana i jego towarzyszy.
Otwierali drzwi, wyciągali nas po kolei, otwierali też bramkę w murze i kopali nas mówiąc, żebyśmy sobie poszli. Otwierali też wtedy po kolei trytytki. […] przeklinali, mówili “kurwa” i powiedzieli nam też: “jesteście Afrykanami, idźcie skąd przyszliście”.
Po 24 godzinach Hasanowi i jego towarzyszom udało się odnaleźć pozostałe trzy osoby z grupy. Później wszyscy zostali zatrzymani przez białoruskie służby. Hassan relacjonuje, że funkcjonariusze zabrali osoby na placówkę, gdzie ich pobili, używając również paralizatorów. W ciągu dnia kazali im zbierać drewno, a nocą ponownie wypchnęli na polską stronę zapory granicznej.
Zabrali nas z powrotem do koszar wojskowych, i pobili nas. A do tego zmuszali nas do pracy w ciągu dnia, więc kazali nam zbierać drewno na opał dla nich. A potem, w nocy, wyrzucili nas z powrotem na polską stronę.
Zatrzymały nas [białoruskie służby]. Zabrali nas do placówki albo do koszar, ustawili w szeregu i zaczęli wypytywać, skąd jesteśmy i dlaczego przyjechaliśmy do Białorusi. Wyjaśnialiśmy, że jesteśmy z Somalii, opowiadaliśmy o sytuacji w kraju i trudnościach, z jakimi się borykamy. Zaczęli nas bić i kopać. Powiedzieli, że wieczorem wypchną nas z powrotem do Polski i kazali nam nigdy nie wracać.
Białoruscy funkcjonariusze przystawili do muru drabinę i przecięli drut kolczasty na górze. Następnie kazali przejść przez niego Hassanowi i jego towarzyszom, grożąc im i bijąc ich nożycami do drutu. Po drugiej stronie stali już polscy funkcjonariusze, którzy mówili białoruskim, żeby nie wypychali osób.
Zabrali nas na granicę i przywieźli ze sobą drabinę. Postawili ją przy płocie. Mieli też nożyce do drutu. Weszli na mur, na górze był drut kolczasty. Przecięli drut i zaczęli nas bić nożycami, których używali do cięcia drutu. Robili to, choć polscy strażnicy po drugiej stronie kazali im przestać. A potem kazali nam przejść, grożąc, że nas zabiją.
Po polskiej stronie zapory granicznej polscy funkcjonariusze spryskali osoby w drodze gazem pieprzowym, nakazali im położyć się na ziemi, a następnie je kopali. Później umieścili Hassana i jego towarzyszy w vanie i przewieźli w inne miejsce na linii granicznej, 30 minut dalej.
Jak tylko przekroczyliśmy granicę po polskiej stronie, kazali nam się położyć na ziemi, krzyczeli, żebyśmy się położyli. Spryskali nas gazem pieprzowym, zaczęli kopać i wpakowali nas do samochodu. Pytali: “dlaczego wróciliście?”. […] Zaczęliśmy tłumaczyć, że to białoruscy funkcjonariusze nas odesłali, przecież widzieli ich po drugiej stronie. Wyjaśniliśmy, że to białoruscy funkcjonariusze nas odesłali, a my tak naprawdę nie chcieliśmy wracać. Kazali nam się położyć, spryskali nas gazem, kopali, a potem wsadzili nas do samochodu i zawieźli w inne przejście. To trwało jakieś 30 minut.
Następnie funkcjonariusze ponownie wypchnęli osoby w drodze przez zaporę graniczną. Hassan relacjonuje, że po drugim pushbacku na białoruską stronę dwie osoby z grupy zmarły, a ich ciała zostały zostawione w lesie. Nie czuł się jednak w stanie, żeby odpowiedzieć na pytania dotyczące śmierci jego towarzyszy.
Nie pamiętam miejsca, z którego nas wtedy wypchnęli. Ponieważ już odnieśliśmy obrażenia, byliśmy zmęczeni, przechodziliśmy przez mękę. Kiedy wracaliśmy, po stronie białoruskiej spotkaliśmy grupę Etiopczyków i wróciliśmy z nimi. Ale podczas całego tego trudu, kiedy po raz drugi zostaliśmy wypchnięci na stronę białoruską, dwie osoby z naszej grupy zmarły, a my je tam zostawiliśmy.
Nie chciałbym, żebyście zadawali więcej pytań na temat tych śmierci, bo to przywoła wspomnienia. Poza tym, białoruscy funkcjonariusze później ich znaleźli i zrobili zdjęcia ciał, a rodzice [tych osób] prosili, żeby zwrócono im je do Somalii, ale [służby] odmówiły. Ciała umieszczono w kostnicach, a potem pochowano gdzieś tutaj, na Białorusi […].
Po białoruskiej stronie Hassan i jego towarzysze spotkali Etiopczyków, którzy podzielili się z nimi jedzeniem, udzielili pierwszej pomocy mężczyźnie z obrażeniami i podarowali telefon, żeby osoby mogły wrócić do miasta.